niedziela, 17 sierpnia 2014

Prolog

Obudziłam się z dudniącym krzykiem w uszach, zdezorientowana szybko usiadłam i zamiast ciemnego wnętrza własnego pokoju ujrzałam szklane szyby otaczające mnie z każdej strony.
-Halo?! - zapytałam wystraszona głuchym szeptem i jak głupia oczekiwałam odpowiedzi.
Sparaliżowana rozejrzałam się dokładniej po oszklonym pokoju. Podeszłam do ścian i przejechałam dłonią wzdłuż całej długości lustra, ale nie poczułam żadnej szpary ani chociaż wypukłości.
-Jest tu kto? - zawołałam zdenerwowana i łzy napłynęły mi do oczu.
Nagle usłyszałam pogłos przekręcanego klucza, cofnęłam się gwałtownie w kierunku łóżka i usiadłam nasłuchując.
- To na pewno ona Valentine. Długo uciekała, ale o niczym nie wie i opadła z sił. - powiedział facet którego głos przepełniony był satysfakcją. Znałam go i to zabolało najbardziej.
- Clarisso! - ze snu wyrwał mnie krzyk Faye. - Wstawaj bo się przez ciebie spóźnię!
Marudząc wstaje z łóżka i idę do łazienki najwolniej jak się da. Patrzę w lustro i jedyne co widzę to rozczochrane ciemno brązowe włosy które przeplatają się z rudymi kosmykami. 'Katastrofa' myślę i zaczynam je rozczesywać. Znów patrzę w lustro zauważam, że obok mnie stoi Faye. Przy niej wyglądam jak krasnal. Faye jest piękną, szczupłą brunetką i nie ma chłopaka, który za nią nie szaleje. A ja jestem niską i przeciętną Clarissą Fray.- Chodź pomogę Ci z tymi włosami i w ogóle. - mówi Faye i uśmiecha się do mnie.

- Okej jesteś pewna, że sobie poradzisz? - śmieje się do niej i wychodzę z łazienki w poszukiwaniu swojej torby. Nagle gdy patrzę w stronę okna widzę przystojnego szatyna stojącego po drugiej stronie ulicy, który patrzy dokładnie w moim kierunku. Uśmiecha się szelmowsko, delikatnie kiwa głową po czym znika. Otrząsam się z transu i widzę przed sobą otwartą torbę, która jest moja, ale nie ma tam moich rzeczy.
- Faye! Gdzie są moje ubrania? - krzyczę rozdrażniona.
- Nie wiem o czym mówisz. Ubierz się w to co Ci kupiłam i nie marudź. - wychyla się z łazienki z lokówką w ręce. 'To najgorszy dzień w moim życiu' myślę widząc zawartość torby. Wyjmuje czarne spodenki z wysokim stanem i białą zwiewną bluzeczkę. 'Może nie będzie tak źle?'
"Będzie źle kochanie. Obiecuje" - upadam na podłogę ze strasznym bólem głowy, który pojawił się wraz z tymi słowami. "Dopilnuje żeby takim był. Do zobaczenia Clary." - dopowiada głos i ból ustaje.
Teraz jestem przerażona.







Hej ;) jeśli ktoś to przeczyta to proszę o wszelką krytykę na którą zasługuje ten prolog, nie pisałam od dawna i sama zauważam braki jakie to sprawiło. Jeśli ktoś przeczyta to jestem bardzo wdzięczna i otwarta na wszelkie uwagi :)